- No chodź, przecież wiem że tylko na to czekasz...



Od Autorki: Ludzie, powracam! Mam nadzieję że już na dobre. I mam nadzieję że nadal chce wam się czytać to romansidło...
***

Podeszła powoli do chłopaka i włożyła w jego dłonie dwie plastikowe lalki.
- I co ja mam z tym robić? - Zapytał Bill robiąc mało inteligentną minę.
- No bawić się...- zaśmiała się dziewczyna. - No wiesz... przebierać, czesać, chodzić z nimi do parku... - Odpowiedziała mu z rozbawieniem Lyn. Odwróciła się powoli i wślizgnęła się zgrabnie pod miękki materiał kołdry. Wzrok chłopaka cały czas podążał za nią. Nawet wtedy gdy sięgała po pilota... Włączyła telewizor i zawiesiła spojrzenie gdzieś między ekranem a postacią chłopaka. Przekrzywił głowę czekając na niewiadomoco. Dziewczyna prychnęła i odchyliła kołdrę robiąc sprośną minę.
- No chodź, przecież wiem że tylko na to czekasz...
Chłopak niepewnie ( zważając na to że był TYLKO bokserkach) położył się koło niej. Oparła głowę na gołym torsie chłopaka i wsłuchiwała się w rytm bicia jego serca. Powolnymi ruchami zaczął zataczać koła na jej plecach. I nagle zdał sobie sprawę z tego że właściwie trzyma w palcach życie tego jakże kruchego anioła. Poczuł na sobie jej delikatny, równomierny oddech. Zasnęła... Wyłączył telewizor, zgasił lampkę i nakrył siebie i ją szczelniej pierzynką . Przez chwile , zanim zasnął, zastanowił się jeszcze czy aby napewno jest jej wygodnie w tej pozycji... Za horyzont zachodził ostatni promyk słońca a wraz z nim wszystkie złe chwile, wspomnienia... tak bolesne. Teraz Ly była bezpieczna. Jeszcze o tym nie wiedziała ale przy tym chłopaku naprawdę tak jest. Ale czy oni się odnajdą? Obydwoje się kochają ale boją się tych dwóch słów, boją się ich wypowiedzieć... I chociaż tak jest to oni chcieli by żeby było inaczej. Będąc wśród gwiazd ich dusze łączą się w namiętnym tańcu miłości. Świat jest teatrem , bóg reżyserem, człowiek aktorem a diabeł suflerem... Ale czy oni potrzebują podpowiedzi suflera?!
Rano jako pierwsza obudziła się Lyn i zanim zorientowała się że nie jest w łóżku sama to zdążyła już wepchać się na Billa jednocześnie budząc go.
- Księżniczko, litości, jest... - wzrok chłopaka powędrował na budzik stojący na szafce nocnej- ok... jest 11.12 wybaczam...
- No ja mam nadzieję, ale co ty tu w ogóle robisz?! - Zapytała bardzo zdziwiona dziewczyna.
- No nie widać? Śpię... Tzn. już nie...
Wczorajszy wieczór nagle uderzył dziewczynie do głowy. Uśmiechnęła się sama do siebie.
- To co wstajemy? - Zapytała blondynka.
- Tak mi się tu z tobą dobrze leżało... Ale oczywiścię zrobię co mi każesz... - Odpowiedział Farbi z miną zbitego psa.
- No to wstajemy...
Zwlekli się oboje z łóżek i w piżamach poczłapali do kuchni.
- To co chcemy na śniadanie.- Zapytała Laura.
- Ja to bym zjadł... najchętniej... ciebie... - Bill szczęknął zębami w powietrzu w stronę dziewczyny.
- Ok... to ja robię grzanki...
- Oh, w ostateczności mogą być grzanki... i kakao.
- No to rusz swoje cztery litery i bierz się za to kakao, stoi w tamtej szafce.

***CDN***

2006-12-10 00:14:54
Ilość komentarzy: 3 Dodaj komentarz



Miłość od pierwszego wejrzenia...



Na drzwiach pokoju Laury namalowany był obraz przedstawiający ją samą, wpatrzoną w niebo. Dalej Laura pokazała im całą górę na której znajdowały się: jeszcze dwa pokoje gościnne, sypialnia rodziców, trzy łazienki i wielki taras. Potem zeszli na dół. Tam znajdował się: salon, jadalnia, sala kominkowa, biblioteka, gabinet taty i jeszcze dwie łazienki. Z salonu było wyjście na werandę. Przed nią był basen a dalej rozciągał się nieskończony ogród.
- Laura, kochanie, wychodzimy. Obiad macie w lodówce. Jak nie będzie się wam chciało przygrzewać to sobie coś zamówcie. - Na werandzie pojawiła się mama Laury.
- Dobrze mamo. Pomyślałam sobie że może zrobiły byśmy z Clarą jakieś ciasto.
- Ok, tylko musicie iść po składniki bo nic nie mamy. Pieniądze zostawiłam na szafce w korytarzu.
- Ok mamuś, papa!
Mama Laury wyszła a dziewczyna poszła do siedzących przy basenie przyjaciół.
- I co? - Zapytała Clara.
- No nie wiem, co chcecie robić? Może przebierzmy się i wykąpiemy się w basenie, jest strasznie gorąco.
- Ja jestem za! - Wykrzyknął uradowany Tom.
Wszyscy więc poszli na górę się przebrać. Dziewczyny poszły do pokoju Ly szukać sobie kostiumów. Przebierały chyba w 30 parach. W końcu blondynka wybrała sobie błękitne bikini w jasno-różowe kwiatki. A Clara żółte bikini w zielone paski. Obie związały sobie włosy i zeszły na dół. Chłopcy już na nie czekali. Po drodze zaszły jeszcze do kuchni żeby zabrać coś do picia. Zrobiły lemoniadę pomarańczową ( to był przepis który same wymyśliły. Nikt nigdy nie pił lemoniady pomarańczowej) Zabrały szklanki z parasolkami i dołączyły do chłopców. Clara wzięła picie dla Toma i podeszła do niego a Laura zabrała szklankę dla Billa. Gdy wyszły na basen chłopcy siedzieli po obu jego stronach na leżakach. Gdy Ly podeszła do Billa ze szklanką, ten objął ją w talii i przyciągnął do siebie tak że usiadła mu na kolanach.
- Bill... - Zaśmiała się cicho podając mu szklankę. Przytulił się do jej gołych pleców. Posiedzieli chwilę we czwórkę gadając a potem Clara wstała i stwierdziła że idzie się wykąpać. Tom poszedł w jej ślady.
- A my chodźmy na spacer. Pokażę ci ogród... - Laura wstała z kolan Billa i pociągnęła go za rękę. On łapczywie przesunął wzrokiem po jej szczupłej sylwetce. Wyglądała bardzo ponętnie w tym kostiumie kąpielowym. Błądził spojrzeniem po jej wypukłościach i tam zatrzymywał się na dłużej. Potem spojrzał na nogi. Gdy zlustrował już ją całą, wreszcie wstał i podążył za dziewczyną. Podszedł do niej od tyłu obejmując ją w talii. Czuła na karku gorący oddech młodszego Kaulitza. Pociągnęła go dalej za rękę, zdejmując ją z jej bioder. Doszli do wielkiej fontanny. Ale to nie była zwykła fontanna... Przedstawiała dziewczynę... A dokładniej Laurę. Ubrana była z zwiewną sukienkę a w górze w rękach trzymała kwiat z którego tryskała woda.
- Pozowałam do tego przez 5 godzin... - Powiedziała z grymasem na twarzy wspominając te nieprzyjemne chwile. Bill obszedł fontannę dookoła.
- Piękna...
Dziewczyna usiadła na dużym kamieniu. Bill zajął miejsce naprzeciwko niej siadając na murku fontanny.
- Wiesz... myślałem... myślałem że gdy cię zobaczyłem... myślałem że to była miłość od pierwszego wejrzenia... ale ty powiedziałaś...- Urwał w tym miejscu bo dziewczyna położyła mu palec na ustach.
- Bill... To była miłość od pierwszego wejrzenia...- Wstała z kamienia i podeszła do niego, siadając mu na kolana. Złożyła na jego ustach gorący pocałunek, który chłopak odwzajemnił. Oparł głowę na jej piersiach i zamknął oczy. Czy to aby napewno nie był sen? Dziewczyna przyluliła się do niego lekko.
- Swoją drogą mógłbyś trochę przytyć... - Powiedziała z przekąsem.
- Ja?! Patrz na siebie! Szkielecie...
- Szkielet?! O żesz ty! - Wstała i odwróciła się udając obrażoną...
Chłopak wstał i położył jej ręce na biodra...
- Ale bardzo ładny szkielet... - Wyszeptał jej do ucha i pocałował ją w szyję.
- Nie myśl sobie że po tym nie będę na ciebie obrażona!- Powiedziała odwracając się do niego.
- Nie...? A po tym...? - Przyłożył swoje usta do jej ust i pocałował ją namiętnie, tak że aż zakręciło jej się w głowie i gdyby nie to ze Bill trzymał ją w objęciach pewnie by upadła.
- Tak już lepiej...- Odpowiedziała z uśmiechem i wepchnęłą go do fontanny.
- Ej... a to za co? - Zapytał mokry Bill.
- Za te piękne oczy... - Westchnęła dziewczyna i sama weszła fo fontanny. Podeszła do niego i przytuliła się.
- No patrz Tom, tu są! - Zza rogu usłyszeli głos Clary. - Zostawić ich na pięć minut a już rozrabiają!
- No brat! Nieładnie... - Pomachał mu przed nosem Tom.
- Chodźcie na ten basen... - Powiedziała Laura i przeskoczyła murek fontanny podpierając się jedną ręką. Pobiegła zgrabnie po trawie śmiejąc się. Bill pobiegł za nią a Clara i Tom poszli sobie spacerkiem. Laura usiadła na leżaku dalej się śmiejąc. Bill podszedł do niej i położył się na trawie łapiąc oddech. Tymczasem Laura nawet nie dostała zadyszki.
- Niezła jesteś... - Wysapał wreszcie Farbi.
- Hehe... wiem...
Zaraz potem przyszli Clara i Tom i wskoczyli do basenu. Bill poszedł w ich ślady a Laura wyciągnęła się na leżaku.
- Kinia... chodź do nas! - Zawołała Clara.
- Nie chce mi sie... odkrzyknęła dziewczyna.
- Lepiej przyznaj się od razu że nie umiesz pływać... - Zawołał Tom.
- Twierdzisz że nie umiem pływać??!! - Wykrzyknęła oburzona dziewczyna. Wstała i rzuciła okulary na leżak podchodząc do basenu od stronu skoczni.
- To lepiej złaź mi z drogi! - Dodała.
- O tak... lepiej zejdźmy... - Powiedziała Clara do chłopaków i pociągnęła ich za sobą.
Laura rozpędziła się i odbiła od skoczni, robiąc trzy przewroty w powietrzu a potem zgrabnie ześlizgnęła się do wody. Przepłynęła pod nią i wynurzyła się na drugim końcu basenu otrząsając się z wody. Chłopcy stali z rozdziawionymi ustami a Clara tylko uśmiechała się pod nosem. Laura podpłynęła do nich i ochlapała Billa wodą.
- To było niezłe... - Powiedział otrząśnięty.
Zaśmiała się i zrobiła fikołka w wodzie. Bawili się tak pół dnia dopóki Ly nie zarządała od nich wyjścia z wody. Wyszli więc niechętnie i poszli się wysuszyć. Dziewczyny przebrane już zeszły na dół i zastały chłopców w salonie gadających po niemiecku. Usłyszały tylko swoje imiona.
- Obgadujecie nas? - Zapytała blondynka podchodząc do chłopaków. Bill omiótł spojrzeniem skąpe ubranie dziewczyny. Miała na sobie kusą spódniczkę i obcisłą bluzeczkę na ramiączkach. Czy ubrała się tak dla niego?
- My? Skądże?! - Powiedział z chytrym uśmieszkiem Tom.
Laura wzięła ze stołu blok i długopis. Usiadła na podłodze a blok położyła na kolanach Billa używając ich jako stołu.
- Więc czego potrzebujemy? - Zapytała Laura.
- A co właściwie będziemy robić? - Zapytał Bill.
- Wy dowiecie się w swoim czasie. - Odpowiedziała mu dziewczyna.
- A jakie ciasto robimy?- Zapytała Clara.
- Snickersa?
- Możemy zrobić snickersa...
Dziewczyny spisały listę i Clara razem z Tomem poszli do sklepu. Laura siłą zaciągnęła Billa do kuchni bo ten uparł się żeby pobawić się jej lalkami Barbie. Bill więc z ponurą miną usiadł na stole. Na co Ly pogoniła go ścierką.
- Bill, sio mi ze stołu!
- Mówisz jak moja mama... - Powiedział z uśmiechem.
- W takim razie zaraz do niej zadzwonie i powiem co wyprawiasz. - Odpowiedziała mu z surową miną dziewczyna.
- Nieeee... proszę tylko nie to. Już będę grzeczny...- Zszedł i usiadł na krześle.
Laura w tym czasie wzięła się za przygotowywanie garnków i misek. Gdy już wszystko stało na stole Laura odetchnęła głęboko opierając się o szafkę. Spojrzała na Billa który ze znudzoną miną siedział na krześle. Podeszła do niego powoli i usiadła na nim okrakiem. Gdyby spojrzał w dół mógłby zobaczyć jej majtki gdyż siedzenie okrakiem w krótkiej spódniczce ma takie skutki. Nie zrobił więc tego, chociaż wiedział że dziewczynie by to nie przeszkadzało. Jego ręce powędrowały na jej pośladki przytrzymując dziewczynę od tyłu. Oparł delikatnie głowę o jej ramie.
- Kocham cię... - Wyszeptał jej do ucha.
- Ja ciebie też... - wymruczała. Było jej z nim tak dobrze.
Wkrótce wrócili Tom z Clarą. Dziewczyny zabrały się za pieczenie ciasta a chłopcy poszli oglądać telewizję. Po pięciu minutach wszstko było w mące. A bliźniacy jak najęci gadali po niemiecku. Przyjaciółki nic nie rozumiały oprócz tego że kilka razy padły ich imiona. W końcu Bill zajrzał do kuchni.
- Dostałbym coś do picia?- Zapytał i roześmiał się na widok Laury.
- Z czego się śmiejesz, co? - Oburzyła się dziewczyna, podając mu szklankę.
- Z ciebie... Ślicznie wyglądasz z tą mąką...
Dziewczyna przejechała białym palcem po nosie Billa i teraz on też wyglądał zabawnie. Bill wrócił do Toma a dziewczyny wstawiły ciasto do piekarnika. Posprzątały wszystko i zabrały się za robienie musu czekoladowego i orzechowego. Gdy już ciasto było gotowe, nadchodził wieczór. Clara pokroiła je na kawałki i poszły do chłopców. Gdy zaszły do salonu, obydwoje spali.
- No tak! My przez dwie godziny męczyłyśmy się z tym ciastem a oni sobie śpią w najlepsze.- Clara wzięła się pod boki.- Ja im pokażę!
Dziewczyna poszła do kuchni i po chwili wróciła z dwiema szklankami wody. Staneła za kanapą i perfidne wylała zawartość szklanek na głowy bliźniaków. Po czym obydwie z Laurą pokładały się ze śmiechu oglądając miny chłopaków. Tom wstał i zaczął gonić Clarę po całym domu. A Laura dalej się śmiała więc Bill podszedł do niej i przyciągnął ją do siebie.
- Aaaa... Bill jesteś mokry! - Wykrzyknęła dziewczyna.
- To nie moja wina. - Chłopak wystawił jej język.
- Bill, ty masz kolczyk w języku? - Zapytała oszołomiona.
- No... nie czułaś?
- Nie!
- To teraz poczujesz... - Powiedział i wepchnął jej język do ust.
- Bill! Jesteś mokry! Zdejmuj tą koszulkę!- Wykrzyknęła dziewczyna zciągając bluzkę z chłopaka.
- Ly... nie tak szybko... Ja jeszcze nie jestem gotowy... - Zaśmiał się chłopak.
- Jak się przeziębisz to będziesz gotowy! O czym rozmawialiście z Tomem.
- O niczym ważnym... - Wykręcał się Bill. - A... ty coś słyszałaś...? Zrozumiałaś coś...?
- Nie... dlatego pytam...
W tym samym czasie do pokoju wparował Tom.
- Ciesz się że nie wiesz co powiedział. - Powiedział z chytrym uśmiechem dredziaż.
- Co takiego powiedział?!
- Niech sam ci powie! - Wykrzyknął Tom i się zmył.
- Zamierzasz mi powiedzieć?- Ly zwróciła się do Billa.
- Eeee... nie...
Dziewczyna zrezygnowana opadła na kanapę. Gdy w końcu wszyscy się uspokoili dochodziła 22. Zjedli ciasto i obejrzeli film. Teraz to już w ogóle było późno. Dziewczyny były padnięte, chłopcy nie mniej. Pożegnali Clarę i poszli na górę. Chłopcy zajęli obie łazienki a Laura poszła do trzeciej. Tom wyszedł z toalety i oświadczył że idzie spać i żeby mu nie przeszkadzać. Ly umyła się i przebrała. Poszła do pokoju i usiadła na łóżku rozczesując swoje długie blond włosy. W tym czasie do jej pokoju wszedł Bill.
- Przyszedłem pobawić się lalkami barbie...- Powiedział całkiem poważnie. Laura uśmiechnęła się i wstała podchodząc do pudła z zabawkami. Chłopak widząc ją półnagą bo tak można było nazwać jej obecny stan, czyli spodenki bieliźniane sięgające do połowy pośladków i koszulkę na ramiączka do kompletu odkrywającą piersi, przełknął głośno ślinę.


>>>CDN<<<


2006-08-22 15:58:30
Ilość komentarzy: 3 Dodaj komentarz



Ly... czy to nie wróżka z Raymana 2?



Laura podała Billowi talerz z kanapkami i wysłała go do jadalni a sama zabrała się za budzenie Clary i Toma. Najpierw potrząsnęła lekko przyjaciółką która już się przebudzała.
- Hej dziecino, budź swojego kochasia i wstawajcie na śniadanie! - Wykrzyknęła jej do ucha po polsku Laura, mocno akcentując słowo kochasia.
- Nie drzyj się tak głupolu!! - Odkrzyknęła jej przyjaciółka, wystawiając język.
-Tomuś kochanie wstawaj słonko... - Wyszeptała chłopakowi do ucha Clara z wielkim rozbawieniem.
- Mamo... proszę jeszcze chwilkę... - Odparł dredziaż przeciągając się.
Dziewczyna ze śmiechem potrząsnęła nim lekko. W tym czasie gdy brunetka budziła blondyna, blondynka poszła zabawiać farbowanego. Po drodze zabrała telefon z zamiarem zadzwonienia do mamy. Gdy zaszła do jadalni Bill siedział na stołku wpatrzony w ścianę.
- Hej, o czym myślisz? - Zapytała dziewczyna wpatrując się w piwne tęczówki chłopaka.
- Eeee... o tobie.
- O mnie? - Odparła zaskoczona.
- Nom, co masz? - Farbi wyraźnie wykręcał się od tematu jego myśli.
- Zwinęłam telefon. Zadzwonię do mamy i zapytam o was. Jak się zgodzi to jeszcze dzisiaj się wprowadzicie.- Dziewczyna nie chciała zrażać do siebie Billa więc nie drążyła dalej tematu, ale była bardzo ciekawa dlaczego to właśnie o niej myślał chłopak. Odpędziła wredne myśli i wykręciła numer mamy.
- Cześć mamuś!
- No co tam kochanie?
- Byłam na noc u Clary...
- Wiem, bo już jestem w domu a ciebie nie ma. Domyśliłam się...
- Przepraszam że nie zadzwoniłam...- Laura specjalnie przedłużała rozmowę by nie dojść do tego tematu który bała się pouszyć. Była prawie pewna że mama się zgodzi ale były jakieś wątpliwości.
- Nie owijaj w bawełnę kochanie. Wiem że masz do mnie jakąś sprawę bo nigdy nie dzwonisz od Clary bez potrzeby.
- Ok mamuś. Słuchaj... Pamiętasz ten zespół Tokio Hotel, który miał wczoraj koncert?
- Oh tak. Bardzo mili chłopcy. Szczególnie bliźniacy ( Mama Laury poznała ich gdy przyjechała do mamy Clary by zabrać ją na bankiet)... A o co chodzi.
- Chodzi o to że właśnie bliźniacy też są u Clary... Tylko że widzisz jak stąd wyjdą to nie mają gdzie się podziać... Nie chce żeby całe wakacje przesiedzieli w hotelu. A my mamy duży dom... i ... no... czy mogli by u nas zostać na trochę? - Powiedziała na jednym wydechu blondynka.
- Jeżeli będą się dobrze zachowywać to myślę że nie będzie problemu. Nas z tatą nie ma całymi dniami a ty się sama nudzisz w domu. Tylko wiesz... przedstaw ich jak przyjdziesz do domu, ok?
- No jasne mamuś. Dzięki! To my będziemy tak za jakąś godzinkę. Papa.
Laura z udawanym smutkiem odłożyła słuchawkę.
- I co , i co? - Dopytywał się Bill.
- Niestety... ale będę na was skazana do końca wakacji. Za godzinę się wprowadzacie...- Odpowiedziała smutno dziewczyna.
- Ly... nie będzie tak źle zobaczysz. Z nami naprawdę można się nieźle bawić! - Uśmiechnął się spokojnie Farbi. Chociaż w środku wszystko w nim buzowało. Myśl że będzie z tym aniołem pod jednym dachem i że ona może być pierwszą osobą którą zobaczy jak się obudzi , była najszczęśliwszą w jego życiu.
- Jak mnie nazwałeś?
- Ly...
- Czy to nie tak miała na imie wróżka z Raymana 2?
- Hehe, moja ulubina gra...
- Moja też!
Oboje zaczęli się śmiać. Tak wiele ich łączyło... W tym momencie do jadalni wparowali Tom i Clara.
- A co wam tak wesoło? - Zapytał dredziaż.
Ly i Bill opowiedzieli im wszystko podczas jedzenia. Potem jeszcze pozmywali po sobie i wszyscy w dobrych humorach poszli do hotelu po rzeczy chłopaków. Zajęło im trochę czasu spakowanie się ale w końcu poszli do domu Laury. Dziewczyna weszła jako pierwsza. Zaraz po niej Bill, Tom i Clara.
- Cześć mamuś! Jesteśmy...
- No nareszcie... Rozbierajcie się.
- Mamo, tato, to jest Bill- chłopak podszedł i się przywitał.- A to Tom, jego brat.- Ten poszedł w ślady bliźniaka. - Ja jestem Laura... - Dodała dziewczyna z poważną miną.
- Cześć ciociu, dzieńdobry wujku- Przywitała się Clara.
- Bardzo miło nam będzie gościć takich dobrze wychowanych młodzieńców. Nas nie ma całymi dniami a Lauri sama się nudzi... Mam nadzieję że wy pomożecie zabić jej tę nudę.- Powiedziała pani Logan po niemiecku do bliżniaków. Znała ten język bardzo dobrze bo jej ojciec był niemcem.
- Będziemy się starać najlepiej jak umiemy... - Odpowiedział jej Bill.
- Chodźcie na górę... pokażę wam wasze pokoje a potem cały dom... - Powiedziała Ly zabierając ich na piętrno. Gdy szli po schodach Laura zapytała chłopaków:
- Co wam powiedziała?
- Hehe nieźle się rozumiecie z mamą, nie ma co. - Zgrywał się z niej Tom. Bil tylko mrugnął okiem i szepnął jej do ucha że to tajemnica. Weszli na górę i ujrzeli długi korytarz. Szli za Laurą dopóki ta się nie zatrzymała przed drzwiami z napisem Bill.
- Kocham moją mamę... - Powiedziała Laura naciskając klamkę i zapraszając ich do pokoju. Był to duży pokój z tarasem i wielkim łóżkiem nakrytym czarno-białą narzutą, z wielkimi poduchami. Koło niego stała szafka nocna. Biurko z komputerem i duża szafa ubraniowa. Ściany były w kolorach bladej czerni... Tak... to było coś dla Bila. Zostawił swoją walizkę i poszli dalej. Pokój Toma był zaraz obok. Wyglądał dokładnie tak samo tyle że wył w kolorach zieleni. Następnie zajrzeli na chwilę do pokoju Ly, który znajdował się dokładnie na przeciwko pokoju chłopców. Na środku stało wielkie łóżko z baldachimem przykryte narzutą z wyszytym wielkim różowym misiem . Puchaty dywan leżał na środku pokoju. Na biurku stał komputer z poprzykejanymi do niego zdjęciami. To był pokój typowej nastolatki. Pełno pluszaków... i czasopisma walające się po całym pomieszceniu. Na półkach pełno kosmetyków a ściany w kolorze brzoskwiniowym...

<<>>
Jutro zapraszam na dalesze zwiedzanie domu Laury.

2006-08-21 21:33:42
Ilość komentarzy: 2 Dodaj komentarz



Rozmowa w kuchni...



Notka króciutka ale jutro będzie następna obiecuję. I będzie miała dwa kilometry. Dziękuję wam za komentarze i notkę dedykuję Kasiuni i Martusi15112.

***

Gdy rano Laura otwierała powieki, słońce świeciło już wysoko nad horyzontem. Obudziła się na brzuchu Billa. Przez cienki materiał koszulki czuła każdy ruch jego najmniejszego nawet mięśnia. Co ona do cholery robi?! Przecież znają się dopiero jeden dzień! I noc przespaną na jego ramieniu - podpowiedział jej cichy głosik w jej głowie. Musiała przyznać że w realu był szalenie przystojny ale argument iż znali się przez dobę przysłaniał wszystko. Powoli podniosła się z kanapy i spojrzała z góry na śpiącą tróję. Uśmiechnęła się pod nosem. I dała by sobie rękę uciąć że Bill też się do niej uśmiechnął. A, bzdura!! Przecież spał! Powolnym, jeszcze zaspanym krokiem poszła do kuchni, zrobić im coś do jedzenia. Czuła się tu jak u siebie. W końcu Clara i jej rodzice byli dla Laury jak rodzina. Znały się od kąd pamięta. Są jak siostry. Zajrzała więc swobodnie do pojemnika z kawą i ku jej zdziwieniu był prawie pełny. Od razu widać nieobecność rodziców... Wstawiła mleko i wyciągnęła kubki. Zabrała się za robienie kanapek gdy usłyszała czyjeś kroki za plecami.
- Bill... Cco tu robisz? - Wyjąkała odwracając się gwałtownie.
- Obudziłem się... A ty?
- Robie wam śniadanie...- Powiedziała smarując kanapkę. Chłopak usiadł na stole.
- Wiesz... to wszystko wczoraj... za szybko się potoczyło... Wiesz o czym mówię? Moja głowa... twoje ramie... wczorajszy wieczór... Znamy się dopiero jeden dzień... Nie powinniśmy byli... Wiesz? Rozumiesz mnie? - Powiedziała na jednym wydechu.
Chłopak skinął głową spuszczając ją. Skrycie liczył na wielką miłość od pierwszego wejrzenia. Myślał że zakochał się w niej tak naprawdę. A teraz dziewczyna tak brutalnie zburzyła mu to wszystko. Nie wiedział tylko że ona w głębi duszy też coś do niego czuła.
- A na jak długo macie zamiar zostać w Polsce?- Blondynka przerwała niezręczną ciszę.
- Do końca wakacji. - Bill jakby troche się ożywił.
- A gdzie sie zatrzymacie?
- Jeszcze nie wiemy... Gustav i Georg idą do ciotki Gustava a my... naprawde nie wiemy...
- Wiesz... jeżeli zechcielibyście... tzn. dom duży, czasami nie ma sie do kogo odezwać... Jeżeli chcielibyście to może cie zatrzymać się u mnie...
- Poważnie?? A twoi rodzice? Pozwoliliby?
- Myśle że tak... Pogadam z nimi. A teraz chodź zaniesiemy śniadanie do jadalni a potem obudzimy resztę i z nimi pogadamy.

***CDN***

2006-08-17 20:20:53
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz



Była tak delikatna...



Cała czwórka podniosła się z siedzeń i wyszła żwawo z lokalu. Gdy przeszli kawałek rozpadał się ulewny deszcz. Chłopcy od razu podbiegli na przystanek i schronili się pod dachem. Dziewczyny natomiast jak to miały w zwyczaju, wyszły na sam środek chodnika i zaczęły tańczyć, śmiejąc się przy tym w niebogłosy. Ulice były puste i smutne. Deszcz wypłukał z nich ostatnie ślady życia. Dobrze że były jeszcze te dwie, które przewracały świat do góry nogami. Bliźniacy zdezorientowani popatrzyli po sobie... Ale nie trwało to długo bo zaraz potem dołączyły do nich dziewczyny.
- Wy jesteście jakieś... chyba inne... - Wykrzyknął Tom, próbując przekrzyknąć deszcz.
- Można to tak nazwać - Odkrzyknęła mu Laura i dziewczyny się uśmiechnęły.
W tej samej chwili nadjechał autobus. Cała mokra czwórka wparowała do niego jak szalona, śmiejąc się nieludzko. Gdy wysiedli pod domem Clary znowu zaczęli się dziko śmiać sami nie wiedząc z czego. Dziewczyna szybko otworzyła drzwi i zaprosiła ich do środka.
- Rozbierajcie się. - Powiedziała sama zdejmując buty. - Ale nie dosłownie - Dodała widząc jak Tom ściąga bluzę. Zaprosiła ich do salonu. A sama z Laurą poszły do kuchni zrobić gorącej czekolady.
- Boże, Lauri, widzę jak ty lecisz na tego Billa. A on sam nie jest gorszy. - Od razu zaczęła szeptać Clara.
- Powaga? On coś do mnie... ten?
- Człowieku, jak on na ciebie patrzy... żebyś to widziała...
- A Tom na ciebie. No mówie ci połyka cię wzrokiem. - Laura nie była dłużna przyjaciółce.
Zahihotały obie a w drzwiach akurat pojawili się chłopcy.
- Nudziło nam się...- Powiedział Bill a jego głos wydał się Laurze piękną melodią. Na moment ich spojrzenia się spotkały. Laura spuściła wzrok niczym spłoszona sarna i podeszła do szafki żeby wyjąć czekoladę.
Po niecałych pięciu minutach czekoladowy, gorący napój był już gotowy. Clara włączyła cgłopakom film na DVD a sama z Laurą poszła na górę się przebrać. Laura zostawiła akurat ciuchy u Claru bo przyszła do niej przed koncertem. Założyła swoje ukochane czarne, luźne biodrówki i top na ramiączka. Clara też przebrała się w swoje ciuchy. Laura związała swoje puszyste blond włosy w kucyk i poprawiła sobie makijaż kosmetykami Clary po czym obie zeszły na dół.
- No nareszcie, ile można czkać? - Zapytał z wyrzutem Tom.
- Och, na nas można... uwierz mi. - Odpowiedziała mu z uśmiechem Clara. Chłopcy usiedli po obu bokach kanapy a dla dziewczyn został środek. Clara wybrała miejce obok Toma więc Laurze pozostało usiąść koło Billa z czego była bardzo zadowolona. Dziewczyny usiadły i wzięły do rąk swoje kubki z parującym napojem podczas gdy chłopcy już je odstawiali. Po pół godziny oglądania Bill wyciągnął rękę zdłuż pleców Laury, lekko ją obejmując. Ta widząc ten gest niepewnie położyła głowę na jego torsie. Wtedy pewny już siebie Bill objął ją mocniej. Leżeli tak kolejne pół godziny, gdy nagle Bill poczuł na swojej klatce piersiowej równomierny i lekki oddech dziewczyny. Spała... Była tak delikatna że chłopak bał się ruszyć żeby jej nie obudzić. Chciał ochronić ją jak najdelikatniejszy kwiat. Kątem oka spostrzegł że Clara również przytulona do Toma zasypia. Wymienił z bratem porozumiewawcze spojrzenia...

CDN

2006-08-07 22:23:50
Ilość komentarzy: 5 Dodaj komentarz



- Znów w tym samym miejscu...



- Cha cha cha, jaki przypał - Dziewczyny śmiały się na całego.
- Ale byli mili... - Powiedziała Clara.
- Tiaaa... zna ich trzy minuty i byli mili, cha cha cha.-Dalej śmiała się Laura.
- Zobaczymy jacy się okażą, po koncercie.
- Tak... a teraz chodź do twojej mamy.
Dziewczyny pobiegły do gabinetu mamy Clary. Po drodze jeszcze ze dwa razy się wywaliły... Powodem tych wypadków i tego wcześniejszego był ich ubiór. A konkretnie buty. Obie były w kozakach na wysokich szpilkach. Clara miała czerwone buty, czarną mini i czerwoną bluzkę. Laura natomiast miała czarne buty, czerwoną mini i czarną bluzkę. Wpadły jak burza do biura pani Jefferson - mamy Clary.
- Cześć mamuś. - Przywitała się brunetka.
- Cześć ciociu. - Powiedziała za nią Blondynka.
- No hej dziewczyny, a wy co? Nie bawicie się na koncercie? - Zapytała mama.
- Nie, czekamy na blade loki.
- Aha. Słuchaj Clara, my z tatą wrócimy dopiero jutro po południu bo idziemy niedługo na jakiś bankiet. Tata po mnie przyjeżdża i jedziemy. Więc chatę masz wolną. Nie wysadź jej tylko w powietrze.
- Dzięki że we mnie wierzysz mamo! Lauri, wpadasz na noc?
- No jasne!! Za żadne skarby nie przepuściłabym takiej okazji.
Dziewczyny rozsiadły się wygodnie w fotelach, z dala od mamy i zaczęły plotkować. Gadały o wszystkim i temat wreszcie zszedł na chłopaków z TH.
- No w sumie to ten Bill to nawet taki przystojny...- Zaczęła Laura.
- Eeee... a mi sie tak troche Tom podoba... - Odpowiedziała jej Clara.
- Eh, a może... no skoro masz dzisiaj wolną chatę... może byśmy ich zaprosiły...
- Hej, niezły pomysł. Tylko narazie cśśśśś.... - Clara przyłożyła palec do ust.
Laura się tylko uśmiechnęła i zaraz dało się słyszeć ze sceny zapowiedź zespołu Blade Loki. Dziewczyny zerwały się jak oparzone i już ich nie było.
- No to na razie...- Powiedziała mama do zamykających się z trzaskiem drzwi.

Dziewczyny stały pod samą sceną i darły się chyba najgłośniej. Szalały, poprostu szalały. Gdy koncert dobiegł końca ze łzami w oczach poczłapały spowrotem w stronę gabinetu mamy Clary.
- Hej, stój, przecież umówiłyśmy się z tymi z TH. - Zatrzymała Clarę Laura.
- No fakt, na śmierć zapomniałam.
- Chodź, biegniemy...
Dziewczyny rzuciły się pędem w stronę garderób i znowu zaliczyły glebę a co najciekawsze znowu przed drzwiami do garderoby Toma i Billa. Dziki brecht roznosił się po całym korytarzu.
- Macie bardzo oryginalny sposób wchodzenia. - Zza drzwi wychyliła się tak jak poprzednio głowa dredziaża.
- Znów w tym samym miejscu... - Zawtórował mu Bill który wyszedł razem za bratem.
- To przez eeee... buty?? - Powiedziała, a raczej zapytała się Laura która była przygnieciona brzuchem do podłogi przez Clarę, i pomachała nogą w górzę.
- Jasne... - Zaśmiał się Tom.
Clara stoczyła się z Laury i sama wylądowała na brzuchu. Teraz przed chłopakami leżały dwa placki na brzuchach.
- Hej, brat, pomagamy??- Zapytał Tom
- Jeszcze pytasz!! No jasne że tak.
Bill podał rękę Laurze, która chętnie ją chwyciła, i podniósł ją do góry. Tom natomiast podszedł do Clary i pomógł jej wstać.
- No to jeżeli już wszyscy stoją, to może chodźmy gdzieś...
Dziewczyny spojrzały po sobie i już wiedziały...
- Chodźcie, my was zaprowadzimy...- Powiedziała z uśmiechem Clara.
Przez całą drogę najwięcej nawijał Tom. Był bardzo zabawny, co podobało się Clarze. Natomiast Bill wydawał się być nieśmiały. Raczej skromny... co zauważyła Laura. Ona też w sumie była cicha, ale śmiała. Podobała jej się nieśmiałość Billa.
- A ile wy właściwie macie lat? - Zapytał w pewnym momencie farbowany ( Bill)
- 15... czy to źle? - Zapytała Laura i popatrzyła mu prosto w oczy.
- Nie... to idealnie.- Odpowiedział jej Tom.
Chciała żeby to wydobyło się z ust Billa ale to nieważne.
Gdy rozsiedli się w przytulnej knajpce, którą dziewczyny wprost kochały i która bardzo spodobała się chłopakom, dziewczyny opowiedziały im o swoim życiu, o tańcu i o sobie. Powiedziały że ich zespół był im obojętny ale że to się może zmienić. Posiedzieli tam godzinę, popijając ulubioną colę. A przecież mieli jeszcze tyle sobie do opowiedzenia.
- Słuchajcie, mam dzisiaj wolną chatę. Może wpadlibyście... - Z ust Clary padła propozycja.
- A Laura, ty też idziesz?- Zapytał Bill, co bardzo ucieszyło dziewczynę.
- Idę, idę... - Opowiedziała mu z uśmiechem.
Lubił jak się uśmiechała, podobało mu się to.
- W sumie... to chyba mama nas nie zbije...- Zażartował Tom.
- To co, idziemy? - Zapytała Clara.
- No to chodźmy, odpowiedział jej Bill.


CDN.

2006-07-22 13:03:10
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz



Czyżby coś już... :D



Clara i Laura są najlepszymi przyjaciółkami juz od 10 lat. Poznały się na kursie tańca nowoczesnego, kiedy w parach miały ułożyć układ. Taniec to całe ich życie.

Tokio Hotel pierwszy raz w polsce. Mama Clary zawsze dostaje wejściówki na takie imprezy. Dziewczyn za bardzo nie obchodził zespół TH. W sumie to one do nich nic nie miały. Wszystkie osoby z ich szkoły podzielone są na dwie grupy. Ci którzy uwielbiają TH i ci którzy ich nienawidzą. Dziewczynom jednak oni byli obojętni. Nie miały nic do zarzucenia także ich muzyce. Jako support do ich konceru był zespół Blade Loki. To właśnie dla nich dziewczyny przyszły na ten koncert. O tak dziewczyny kochały ten zespół. Wybrały się na koncert ale do przedstawienia miały jeszcze pół godziny. Poszły więc za kulisy szukać mamy Clary. Szły korytarzem, cicho , na palcach. Przechodziły właśnie koło garderób i Clara potknęła się wpadając na Laurę. Laura poleciała na plecy a Clara przodem na Laurę. Wyglądało to trochę jak zboczenie ale one przecież na siebie tylko wpadły. Zaczęły się chichrać na cały korytarz. Leżały na czerwonym dywanie przed drzwiami do czyjejś garderoby i turlały się ze śmiechu. Nagle drzwi się uchyliły i wyjrzała z nich dredziasta głowa. Czyżby to ten sławny Tom Kaulitz? No pięknie. Przed nimi stoi sławny na cały świat gitarzysta a one leżą na sobie i śmieją się jak głupie.
- Eeee... - Tom podrapał się po głowie- Może w czymś pomóc? - Zapytał, po angielsku, bo jak niby miał do nich mówić. Szczęście że dziewczyny znały angielski na bank. Clara wyciągnęła śmiało rękę przed siebie.
- Jeśli byłbyś tak miły...- Powiedziała też po angielsku i wyszczerzyła zęby w bielutkim uśmiechu. Dredziaż chwycił rękę brunetki i pomógł jej się podnieść. Pociągnął ją za rękę a ona niechcący wpadła prosto w jego ramiona. Zarumieniła się lekko i odeszła kawałek od chłopaka. W tym czasie Laura zdążyła już wstać.
- Cześć, jestem Laura. - Blondynka wyciągnęła szczupłą rękę do chłopaka.
- Cześć, Tom.
- A ja jestem Clara. - Powiedziała do Toma i uśmiechnęła się znowu.
A w biednego Toma jakby piorun strzelił. Od tej dziewczyny biło takie niesamowite ciepło. A na dodatek była bardzo ładna...
W tej samej chwili w drzwiach stanął Bill.
- Eeee... A to jest mój brat, Bill.
- Nie, no nie żartuj. - Uśmiechnęła się Clara.
- Ja jestem Laura, a to Clara.- Przedstawiła je obie blondynka.
- Słuchajcie teraz mamy koncert, ale potem... może zaczekałybyście...
- No jasne, będziemy tu po występie Bladych Loków.
- To papa :* - Wysłała im całuska Laura i pociągnęła za sobą Clarę.
Po wyjściu dziewczyn chłopcy zamknęli drzwi od swojej garderoby.
- Ty, młody, przestań się tak gapić na tą Laurę... Co ty, nigdy w życiu dziewczyny nie widziałeś?! - Zaczął Tom, którego rozśmieszyła ta sytuacja.
- Ty nie byłeś lepszy. Też lecisz na tą Clarę. :D - Odpowiedział mu Bill.
- No może trochę, ale ty sie na nią tak chamsko gapiłeś.
- Eh.. ty też się gapiłeś. Dobra przestań już.
- Ale bez kitu, one były naprawdę niezłe. A jakie śmiałe. W ogóle się nie wstydziły. - Powiedział Farbowany.
- I nie chciały autografów. - Odpowiedział mu dredziaż.
- I nie chciały autografów! - Poparł go brat.
- Dobra choć, czekają na nas fani. Potem i tak zobaczymy się z tymi pannami.


CDN.

2006-07-20 21:39:48
Ilość komentarzy: 1 Dodaj komentarz



Księga gosci

Avatarek
{avatar}
{dodaj_mnie}

Archiwum
2006
Grudzień
Sierpień
Lipiec



Linki


Ulubieni
{ulubieni}

Kluby
{kluby}




Laj baj click
x
 Załóż swój blog! Lista przyjaciół